niedziela, 25 października 2009

Jedna na tysiąc.

Nie będzie od początku. Będzie od "teraz" z powrotami do "kiedyś", bądź "niedawno".
Dzisiaj jest niedziela. Dzień Pański. Za godzinę wyjdę do Kościoła, gdzie znajduje pocieszenie od zawsze.
To, że postanowiłam tutaj pisać jest wynikiem pewnej rozmowy z mamą moich uczennic (bo jestem niechcący nauczycielem z powołania). Mama tych dziewuszek choruje na raka. Spotkałyśmy się, gdy doszła do niej wiadomość o mojej diagnozie. Z tej rozmowy wyniosłam bardzo dużo skarbów. Jeden z nich był nad wyraz frapujący i to on owocuje w tej piszącej się chwili. Ewa powiedziała mi między słowami o "tożsamości osoby chorej" kształtującej się jako zupełnie nowy twór po diagnozie. Konieczny do prawidłowego funkcjonowania w drodze ku zdrowiu.
I jak to się stało, że ja jako psycholog z wykształcenia na to wcześniej nie wpadłam..?
Że niby szewc bez butów, tak?
Ja, szewc- rzeczywiście bosy- bo minęły dwa miesiące, a ja wypieram, nie pamiętam, nie chcę...
Ten blog to takie koło ratunkowe.
Może mi się uda. Trwać w studiowaniu mojej sytuacji, motywacji do odpowiedniej aktywności i świadomości tego co się ze mna dzieje. Świadomości.
Od wilka się nie uwolnię. Chyba że ktoś po drodze dostałby Nobla za odkrycie dlaczego mój organizm zamiast walczyć z wirusami, bakteriami i chronić mnie przed stresem, własnym systemem odpornościowym niszczy moje komórki nerwowe. Ale póki co zostańmy realistami... w tej bajce.
I budujmy nową tożsamość. Moją z wilkiem.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz